125mm APFSDS-T w WP – dramat i fikcja

Wielokrotnie  pomijanym elementem systemu decydującym o skuteczności danego rodzaju uzbrojenia jest amunicja. Stanowi ona o efektywności broni pancernej w stopniu co najmniej tak samo istotnym jak  skuteczność systemu kierowania ogniem czy też wyszkolenie załóg. Niestety kwestia zabezpieczenia Wojska Polskiego w podkalibrową amunicję przeciwpancerną (APFSDS-T) kalibru 125mm jest dramatyczna i co gorsza – nic nie wskazuje aby ten, wyjątkowo niebezpieczny dla Wojsk Pancernych i Zmechanizowanych, stan rzeczy miał ulec zmianie.

            Wojsko Polskie użytkuje  232 czołgi PT-91 – stanowią one drugi po Leopardach 2 „pancerny filar” na którym opierają się WPiZ.  Do służby trafiły one między 1994 a 2002 rokiem, z czego  wyprodukowane od podstaw zostały 93 maszyny (PT-91), zaś zmodernizowane do tego standardu z T-72A i T-72M1 140 maszyn – odpowiednio 27 sztuk PT-91M1 i 113 egzemplarzy PT-91MA1.  Oprócz „Twardych” WP wciąż zmuszone jest użytkować czołgi T-72M/M1 których 174 wciąż znajduje się w jednostkach zaś przeszło 331 stanowi zapas mobilizacyjny (artykuł powstał w 2017 roku). Razem daje to pokaźną liczbę 406 czołgów w linii oraz 331 w rezerwie wyposażonych w armaty kalibru 125mm. 

PT-91 z uszkodzoną lufą na skutek „nabrania” ziemi na wybojach a potem strzelania OF-19

            Jak wyglądają możliwości ogniowe PT-91 oraz T-72M1? Chyba najbardziej miarodajną ale też i surową  ocenę siły ognia wspomnianych wozów  wystawił już w 2003 roku gliwicki Ośrodek Badawczo-Rozwojowy Urządzeń Mechanicznych, niegdysiejszy współtwórca PT-91[1]: „Analiza stanu technicznego czołgów T-72 i PT-91 przeprowadzona w OBRUM (…) pozwala na stwierdzenie, że: armata charakteryzuje się niską skutecznością strzału, a lufa małą trwałością (…) zdolności obserwacji pola walki w nocy przez dowódcę czołgu są nieznaczne, a dowódca nie ma możliwości prowadzenia obserwacji celu w nocy na większych odległościach i dokładnego przekazania działonowemu informacji o celu, ani ostatecznie możliwości samodzielnego wykonania precyzyjnego strzału w przypadku nagłej konieczności (…) system kierowania ogniem, optoelektronika, stabilizacja uzbrojenia głównego i jego napędy w elewacji i azymucie, nie pozwalają działonowemu na wykonanie strzału do celu w czasie ruchu z prędkością wymaganą, nawet do celu nieruchomego z dostatecznym prawdopodobieństwem zniszczenia celu, natomiast namierzanie celu ruchomego jest wręcz niemożliwe”.  Inaczej rzecz ujmując – zdolność do prowadzenia celnego ognia w ruchu oraz/lub do celu w ruchu  jest w przypadku PT-91 oraz T-72 fikcją. W cieniu powyższego problemu kryje się jednak jeszcze gorsze zjawisko – praktycznie brak amunicji przeciwpancernej APFSDS-T dla polskich czołgów.

Stan obecny.

            Zgodnie z wiedzą upublicznioną w odpowiedziach na interpelacje poselskie ( zapytanie nr 6767)  obecnie SZ RP są użytkownikami trzech rodzajów amunicji podkalibrowej do armat 125mm.    Dwoma pierwszymi są naboje z „pociskami podkalibrowymi jednolitymi” oraz  „z pociskami podkalibrowymi z rdzeniem” – oba z lat produkcji 1973-1985. Drugi z wymienionych  stanowi radziecki nabój WBM-7 z pociskiem 3BM15 który wszedł do służby w ZSRR w 1972 roku, zaś w Polsce był produkowany na licencji od początku lat osiemdziesiątych. Jednocześnie wraz z pierwszymi T-72 sprowadzonymi do kraju trafiła do nas amunicja tego typu produkowana w ZSRR.

3BM15 (góra) APFSDS-T i BK14M (dół) HEAT

Pocisk 3BM15 został opracowany na przełomie lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych w celu pokonywania monolitycznych pancerzy odlewanych czołgów NATO drugiej generacji takich jak  M60A1, Cheftian, Leopard 1, itp. Jego budowa składała się z stalowego penetratora (o długości 435mm i średnicy 36mm)  w którego przedniej części, ukryty za czepcem balistycznym, był umieszczony mały wolframowy „sub rdzeń” o masie 270-280gram i wymiarach 71mm na 20mm.

Wolframowy subrdzeń

Penetrator osadzony był w sabocie typu pierścieniowego. Budowa penetratora 3BM15 powodowała że odwrotnie niż nowoczesne monoblokowe penetratory sprawniej pokonywał on pancerz ustawiony pionowo  niż pochyloną pod kątem 60 stopni  płytę pancerną. W płycie stalowej pod kątem 0. stopni 3BM15 był w stanie pokonać do 310mm stali pancernej, zaś stali średniej twardości lub odlewu – do 340mm.  Z kolei w płycie ustawionej pod kątem 60 stopni – zaledwie 240mm stali pancernej. Powyższe wartości były zasadne  w przypadku zwalczania czołgów NATO drugiej generacji ponieważ najlepiej opancerzony brytyjski  Cheftian miał osłonę frontu kadłuba grubą na 270-280mm odlewu zaś wieży na 250-300mm z kolei  amerykański M60A1  odpowiednio ~260 i ~250mm. Jednocześnie 3BM15 był całkowicie nieskuteczny wobec czołgów NATO trzeciej generacji z lat osiemdziesiątych (Leopard 2, Abrams, Challenger) zaś wobec czołgów sowieckich trudno pisać o jego skuteczności już wobec czołgów z ZSRR z połowy lat siedemdziesiątych  na czele z T-64B i T-80. Drugim rodzajem wymienionej amunicji jest „pocisk podkalibrowy jednolity” – w tym przypadku chodzi o pocisk 3BM9 (1968).  

3BM9 – szkic z instrukcji armaty D-81

Został on opracowany  ZSRR jako jeden z pierwszych naboi podkalibrowych 125mm na bazie amunicji 115mm. Z racji słabych osiągów został on szybko przesunięty do wykorzystania jako amunicja ćwiczebna oraz tania amunicja eksportowa do krajów-użytkowników T-72. Posiadał on monolityczny penetrator stalowy o wymiarach 410 na 36mm bez wolframowego subrdzenia. Prosta budowa skutkowała niskim kosztem produkcji ale też i mniejszymi możliwościami penetracji pancerza. W płycie stalowej pod kątem 0. stopni 3BM9 był w stanie pokonać do 245mm stali pancernej, zaś stali średniej twardości lub odlewu – do 290mm.  Z kolei w płycie ustawionej pod kątem 60 stopni – do 300mm stali pancernej.

Wolframowe subrdzenie

            Oba wymienione rodzaje amunicji już w latach osiemdziesiątych były beznadziejnie przestarzałe i nie gwarantowały zwalczania trzeciej generacji czołgów -zarówno NATO jak i Układu Warszawskiego. Wymienienie ich w odpowiedzi na zapytanie  nr 6767 z kwietnia 2010 roku jako „aktualnie stosowanych” zakrawa na kuriozum. Co więcej – nie sposób zgodzić się z informacją zawartą w odpowiedzi na zapytanie jakoby ich przebijalność płyty pancernej z odległości 2000 m (wynosiła – dopisek autora) 460 mm dla pocisku jednolitego – w świetle znanych i odtajnionych danych fabrycznych z ZSRR jest to nieprawda.  Od ich mikrej skuteczności niemniej bulwersujący jest podawany wiek produkcji – najmłodsze serie mają pochodzić z 1985 roku. Jest to niestety możliwe ponieważ z powodu kryzysu ekonomicznego końca PRLu oraz przygotowań do pozyskania nowych czołgów  (T-72S) i amunicji (3BM42) z ZSRR istotnie zaniechano w pewnym momencie lat osiemdziesiątych zakupów pocisków podkalibrowych na użytek własny.  Niestety oznaczałoby to iż najmłodsze serie miały w 2010 roku 25 lat zaś obecnie – 32 lata.  Zwykle okres gwarancji fabrycznej dla  amunicji czołgowej od momentu produkcji wynosi 10 lat zaś w przypadku niektórych jej typów i nowoczesnych prochów – 15 lat. Czy amunicja z przekroczonym ponad dwukrotnie owym terminem może być nadal używana? Częściowo odpowiedzi na to pytanie udzielają badania z Ukrainy opublikowane w 2011 roku[2]. Testowano w nich wpływ przeterminowanej (w relacji do gwarancji producenta) o 12 lat ( 22 letniej) amunicji podkalibrowej na zużycie armat czołgowych.   Testowana amunicja posiadała identyczny z polską 125mm ładunek typu 4Sh40 i 4Sh52.  W wyniki badań stwierdzono iż przeterminowana o 12 lat amunicja skutkuje powstawaniem wyższego ciśnienia w lufie maksymalnie aż o 20% co skutkuje między innymi zużywaniem się przewodu lufy w stopniu o 50-60% większym niż zakładany dla danego typu pocisków.  Ponieważ statystycznie tylko co piąty wystrzeliwany pocisk jest podkalibrowym oceniono iż sumarycznie używanie takiej 20-25 letniej amunicji APFSDS-T skutkuje o 20 -30% większym zużyciem luf. Dość istotna jest konkluzja z raportu która głosi, że używanie amunicji ponad 30 letniej wykracza poza jej okres przydatności i musi być poprzedzone badanami fizykochemicznymi prochów oraz całych partii naboi. Nie jest to jednak niczym zaskakującym z racji trzykrotnego przekroczenia okresów gwarancyjnych producenta oraz zakładanej całkowitej żywotności naboi. Niestety obecnie takową ponad trzydziestoletnią amunicją dysponują rodzime PT-91 i T-72. Już nawet abstrahując od jej iluzorycznej wartości bojowej stanowi ona zagrożenie dla bezpieczeństwa załóg pojazdów. 

Izraelski APFSDS-T CL3579 Mk.2

            Palący brak amunicji przeciwpancernej podkalibrowej z odrzucanym sabotem został już jednak zidentyfikowany w połowie lat dziewięćdziesiątych – w zupełnie innej sytuacji ekonomicznej kraju oraz z zupełnie inną (lepszą niż obecnie) kondycją przemysłu zbrojeniowego. Poszukiwania nowych rozwiązań postanowiono powiązać z kwestią offestów za pierwsze duże przetargi -w tym przypadku związanym z ppk Spike.  Przemysł izraelski (a konkretniej IMI) posiadał bowiem w okolicy milenium opracowany pocisk APFSDS-T w kalibrze 125mm stworzony jako oferta eksportowa.  Był nim pocisk podkalibrowy CL3579 lub też kompletny nabój M711/8 MK.2. Posiadał on pocisk o masie 7,55kg z  czwórdzielnym sabotem aluminiowym oraz wolframowym penetratorem o masie 3,59 kg i długości około 524mm. Prędkość wylotowa wynosiła do 1660m/s zaś ciśnienie w komorze do 570MPa.  Nabój ten był dość intensywnie promowany przez IMI jako alternatywa dla rosyjskiego 3BM42 Mango oraz przestarzałych naboi użytkowanych w krajach posiadających czołgi rodziny T-72.  Przy czym oferowana była kompletna amunicja bądź też tylko sabot z penetratorem z możliwością przeniesienia produkcji sabotu  i częściowo penetratora do kraju licencjobiorcy. Z powodów technologicznych produkcja rdzeni była ograniczona wyłącznie do fabryki w Izraelu. Tak elastyczne podejście (wraz z stopniowalnym przenoszeniem produkcji) zaowocowało pojawieniem się  M711/8 MK.2 w kilku krajach świata – jako niezrealizowana oferta eksportowa w Serbii i na Ukrainie (Tasko), lub też jako amunicja licencyjna w Indiach (APFSDS Mk-I) oraz w…Polsce (Pronit). Osiągi izraelskiej amunicji były zróżnicowane z powodu pewnych rozbieżności w metodologii liczenia penetracji w poszczególnych krajach -użytkownikach oraz z powodu stosowania różnych technologicznie i jakościowo ładunków prochowych. Dane z Indii podawały osiągalną penetrację z dystansu 2km na „ponad 550mm” stali w płycie pochylonej pod kątem 60 stopni przy prędkości wylotowej równej 1660m/s i ciśnieniu maksymalnym między 570 a 600MPa. Z kolei nasz krajowy folder dawnego Bumar-amunicja podawał dla polskiego „eksportowego” kuzyna indyjskiego naboju  wartość nie mniejszą niż 520mm RHA również w płycie ustawionej pod kątem 60 stopni, przy nieco niższej prędkości wylotowej 1650m/s oraz zdecydowanie niższym maksymalnym ciśnieniu gazów równym poniżej 524MPa. Co ciekawe jeszcze inne dane podawał Wojskowy Instytut Techniczny Uzbrojenia (WITU) który podczas testów uzyskał gwarantowane przebicie płyty -celu pochylonej pod kątem 60 stopni o grubości sprowadzonej 500mm stali przy prędkości wylotowej 1650m/s i maksymlanym ciśnieniu na zamek armaty równym 532MPa. W przypadku płyty pod kątem  prostopadłym, obliczeniowo, pocisk ten pokonywał około 440-450mm. Warto dodać iż poważną różnicę w osiągach tych samych odmian M711/8 MK.2 powoduje wspomniana metodologia liczenia przebijlaności  – czym innym jest sam kanał penetracji a czym innym ilość pancerza którą w stanie jest pokonać pocisk wraz z wybitym „korkiem” lub szczeliną powstałymi po  przekroczeniu pewnej granicy plastyczności płyty-celu. Dodatkowo w  przypadku ZSRR i byłych demoludów wymagano osiągania 3/4 przebić w badanej grupie pocisków. Normy NATO są tutaj mniej rystrykcyjne i wymagają osiągania 50% przebić + jedno w badanej grupie pocisków. Według niektórych autorytetów takich jak Paul Lakowski różnica w podawanych osiągach może sięgać aż 8%. W efekcie pocisk który na testach WITU osiągnął przebijlaność gwarantowaną 500mm RHA (w płycie pod kątem 60 stopni) może cechować się przebijalnością osiągalną  nawet 540-550mm stali. Jeszcze wyższa będzie ona dla stali średniej twardości ponieważ obliczeniowa różnica pomiędzy płytą celem o twardości BHN250 a BHN350 może sięgać nawet 9%.

„Pronit” aka „Ryś” z starego folderu PHO

            Na bazie offsetu za PPK Spike doszło do częściowej polonizacji M711/8 MK.2  który jako „Proinit” miał być produkowany w ZPS Pionki oraz w Mesko S.A. Technologia  samospalających łusek i zpałonników miała pozostać nie zmienioną w relacji do licencyjnego 3BM15, sabot miał być stopniowo polonizowany natomiast rdzenie  sprowadzane musiały być z Izraela przy czym możliwa była polonizacja czepca balistycznego oraz stabilizatora z brzechwami i smugaczem, tak samo zakładano sprowadzanie prochów z zagranicy z racji ich zdecydowanie lepszych właściwości niż krajowych wyrobów bazujących na technologiach sowieckich z połowy lat siedemdziesiątych.  Efektem stał się opracowany już w 2002 roku nabój 125mm APFSDS-T „Ryś”.  Do 2004 roku dostarczono około 1500 sztuk amunicji wyprodukowanych w ZPS Pionki, dodatkowo wyprodukowano oraz zużyto podczas testów partię wdrożeniową poniżej 200 sztuk pocisków. Niestety ale uruchomienie produkcji na pełną skalę i masowe wdrożenie nowego naboju zostało przerwane przez prokuratorskie śledztwo związane z ZPS Pionki oraz fakt że 20% izraelskich produkcji rdzeni nie trzymało zakładanych parametrów podczas prób wyrywkowych w granicznie niskich temperaturach.  Dalsze zakupy zostały przerwane. Amunicja owa stanowi trzeci rodzaj opisany w odpowiedzi na zapytanie nr  nr 6767 jako: „125 mm naboje D-81 z pociskami podkalibrowymi stabilizowanymi brzechwowo z odrzucanym sabotem ze smugaczem – APFSDS-T, wyprodukowane w 2002 r., o deklarowanych osiągach do 630 mm dla pocisku APFSDS-T”. Podawana wartość penetracji jest delikatniej rzecz biorąc rozbieżna z danymi WITU oraz Bumar-Amunicja i hinduskiego dalekiego „kuzyna” i może zostać uznana za dezinformację albo wynik błędu. Wdrożenie partii 1500 sztuk naboi do WP oznacza iż 232 liniowych PT-91 może posiadać jednostkę ognia wynoszącą „aż” 6 APFSDS-T „Ryś” na czołg.  De facto jest to ilość nieodczuwalna w skali potrzeb WPiZ i absolutnie nie zabezpieczająca wykonywanych zadań.    Osobną kwestią jest skuteczność samej amunicji o penetracji gwarantowanej 500mm RHA oraz osiągalnej do 540mm. Powyższe wartości zapewniają pokonywanie pancerzy  kadłubów dla kątów powyżej 35 stopni od osi podłużnej w zasadzie dowolnych maszyn rosyjskich i zachodnich. Gorzej jest w przypadku skuteczności pokonywania pancerza czołowego wieży i kadłuba czołgów ex sowieckich.  W tym przypadku należy uznać iż osiągana penetracja jest  niewystarczająca w relacji do pancerza zasadniczego wieży i kadłuba  maszyn takich jak T-80U (Ob.219AS), T-80UD (Ob.478B), T-72B (Ob.184), T-90 (Ob.188) oraz T-90A (Ob.188A1). Sytuację dodatkowo pogarsza fakt stosowania pancerzy reaktywnych 4s22 Kontakt 5 na czołgach rosyjskich. W efekcie szansa skutecznego porażenia frontu wymienionych maszyn ograniczała się w zasadzie do trafienia w rejony osłabione, takie jak maska armaty i sprzężony km, wypukły strop, rejon peryskopu kierowcy, czy też łożysko wieży. Zgodnie z badaniami z ZSRR jeszcze statystycznie było to możliwe w około <45% przypadków dla wozów rodziny Ob.184 bez pancerza ERA Kontakt 5  lub też 20-30% dla wozów rodziny Ob.219AS i Ob.478B i BE z pancerzem Kontakt 5 w przypadku frontalnego trafienia pociskiem podkalibrowym o penetracji minimum 500mm stali w płycie pochylonej pod kątem 60 stopni.  Taka też jest w najlepszym razie  realna skuteczność polskiego APFSDS „Ryś”. Należy jednak podkreślić iż osiągi polskiego pocisku podkalibrowego pozwalają na pewne zwalczanie od czoła dowolnych maszyn rodziny T-64 ( z wyłączeniem BM Bułat) oraz T-80B i T-72 starszych niż 1984 rok. Jest to zatem i tak ogromny przeskok jakościowy w porównaniu do etatowych  BM15. 

Pronit

            Warto dodać iż nie jest to szczyt osiągów które można „wycisnąć” z amunicji 125mm. Pewnym problemem jest ograniczona długość pocisku który można umieścić w kasetach niezmodernizowanego automatu ładowania czołgów rodziny T-72. Długość 678mm pocisku „Rysia” w zasadzie wyczerpuje owe możliwości dlatego zwiększanie zdolności do penetracji pancerza musi polegać na innych niż tylko wydłużanie rdzenia modernizacjach. Propozycję taką opracował rodzimy WITU a polegać ona miała na zastąpieniu sabotu z stopu lekkich metali sabotem wykonanym z kompozytu węglowego na osnowie węglowej. Pozwoliłoby to na redukcję masy pasożytniczej sabotu z 3,85kg do zaledwie 1,85kg co przełożyłoby się na prędkość początkową równą 1764m/s i penetracje płyty stalowej pochylonej pod kątem 60 stopni równą obliczeniowo aż 610mm RHA. Niestety polski przemysł amunicyjny nie ma możliwości technologicznych produkcji sabotów kompozytowych – takową (potwierdzoną produkcją seryjnej amunicji) posiadają USA, Francja i Korea Południowa dlatego element ów musiałby być importowany.

Propozycja modernizacji „Rysia” z wykorzystaniem sabotu kompozytowego

Fikcja w fikcji.

            Czy wobec zaprzestania zakupów APFSDS „Ryś” MON podejmuje jakiekolwiek działania zmierzające do pozyskania nowej amunicji podkalibrowej 125mm lub też reaktywowania  „Rysia”? Niestety na przestrzeni ostatniej dekady ministrowie obrony narodowej zarówno z PO jak i PiS wykazują się zadziwiającą konsekwencją w udawaniu, że problemu nie ma lub jest on nieistotny.  W 2010 roku sprawa została w następujący sposób podsumowana przez ministra Bogdana Klicha:  Biorąc pod uwagę priorytety dotyczące zakupów amunicji do sprzętu perspektywicznego i uzupełnienia braków w zapasach normatywnych, np. 120 mm amunicji podkalibrowej do czołgu Leopard 2A4, pozyskiwanie nowych rodzajów amunicji nie znajduje uzasadnienia. Ponadto w planie modernizacji technicznej na lata 2009-2018 nie planuje się zakupów 125 mm amunicji podkalibrowej do czołgów PT-91 i T-72. W zasadzie identycznie brzmiała odpowiedź sekretarza stanu w MON – Bartosza Kownackiego udzielona 04-07-2016 w odpowiedzi na interpelacje nr 3425: „Ponadto informuję, że modernizacja rodziny czołgów T-72/PT-91 nie jest planowana, podobnie jak wymiana 125 mm armat 2A46 zamontowanych na czołgach PT-91. Odpowiadając na pytanie dotyczącego ewentualnego zakupu amunicji przeciwpancernej 125 mm informuję, że jednym z założeń modernizacji technicznej Sił Zbrojnych RP jest wycofanie sprzętu „poradzieckiego” i zastąpienie go nową generacją uzbrojenia kompatybilną z nowoczesną amunicją wykorzystywaną w NATO. Tym samym nie planuje się zakupu amunicji przeciwpancernej o kalibrze 125 mm.” Co szczególnie ciekawe – jednocześnie od listopada 2014 roku zamawia się w polskich zakładach amunicyjny 120mm pociski podkalibrowe Pz.531 dla Leopardów 2 w ilości 13tyś sztuk o penetracji podawanej przez WITU  na poziomie około 520 mm RHA (płyt pod kątem 60 stopni)[3]. Osiąganą przebijlanością  oraz skutecznością wobec maszyn ex sowieckich nie różnią się one niczym od 125mm „Rysia”.  

Zmiany do których nie dojdzie?

Czy można jednak poprawić dramatyczną  sytuację związaną z zabezpieczeniem w amunicję przeciwpancerną 125mm WPiZ? Owszem – wystarczy wrócić do masowych zakupów 125mm „Rysia” który nie jest amunicją idealną ale zapewnia choć minimalne zdolności przeciwpancerne rodzimym PT-91 oraz T-72M1. Można również zamówić nową amunicję 125mm z segmentowym rdzeniem jaką opracowało i przetestowało WITU.

Opracowana już pół dekady temu w WITU amunicja 125mm APFSDS-T z segmentowym rdzeniem (dwa pociski po prawej) – lepiej pokonująca pancerze NERA i ERA.

Zamówienie kilkudziesięciu tysięcy sztuk tej amunicji zapewniłoby zdolność do pokonywania frontu wieży i kadłuba dowolnych maszyn ex sowieckich wyprodukowanych przed 1984 rokiem oraz dałoby szanse rzędu 20-30% na skuteczne zwalczanie od frontu maszyn wyposażonych w pancerza ERA Kontakt-5 i wprowadzonych do służby w drugiej połowie lat osiemdziesiątych.

Zdolności penetracyjne nowej amunicji 125mm są wcale dobre.

Byłaby to sytuacja  i tak wykładniczo lepsza niż obecny całkowity brak skuteczności, ponad trzydziestoletnich,  archaicznych 3BM15 i 3BM9 oraz statystycznie 3 sztuki „Rysia” przypadające na pojedynczy PT-91 lub T-72M1 znajdujący się w linii. Niestety kolejni włodarze MON z podziwu godną konsekwencją ignorują dramatyczny stan zabezpieczenia WPiZ w choć minimalnie skuteczną amunicje przeciwpancerną 125mm zasłaniając się albo pierwszeństwem  Leopardów (i tak zabezpieczonych zakupem nowoczesnej amunicji DM63A1 z Niemiec). Efektem jest amunicyjny dramat związany z 125mm APFSDS-T w WP kryjący się w cieniu mniej lub bardziej fikcyjnych możliwości prowadzenia celnego ognia w ruchu niemodernizowanych PT-91 i T-72M1.

ARTYKUŁ ZAMIESZCZONY DZIĘKI WSPARCIU PATRONÓW:

Jakub Klech, Paweł Zegartowski,William Błasiak, Paweł Staufer-Kamiński ,Paweł Grudzień, Jacek Popiołek, Master of Pupets, Tomasz Sobiechowski,Piotr Waliś, Piotr Skoczeń, Bartłomiej Czerwiński, Radosław Pachowicz, Mateusz Żaba, Piotr Przedwojski, Martin Schoch, Monika Kamińska, Jarosław Kaczyński, Łukasz Karcz, Lwszek Skrzyniarz,Taki Jeden, Radosław Wójciga, Krzysztof Polakowski, Radoslaw Jarecki, Mateusz Gębala, Paweł Królak, Marcin Dębicki, Paweł Gos, Michał eL, Krzysztof Piszczek, Ziutek Wadowski, Marcin Michaluk, Wojciech Cymbalak, Dawid Dyrcz, Maciej Koliński, Krzysztof Wójcik, Tomasz Skręt, Piotr Klimeczek, Paweł Małecki, Tomasz Bartkowiak oraz siedmiu pragnących zachować anonimowość Patronów.


[1]Holota M., Kiklaisz E., „Modernizacja czołgu T-72 do standardu NATO”, Szybkobieżne Pojazdy Gąsienicowe nr.2 2003., s.1-2

[2]Анипко О.Б., Борисюк М.Д., Бусяк Ю.М., Гончаренко П.Д. ЭКСПЕРИМЕНТАЛЬНОЕ ИССЛЕДОВАНИЕ ЖИВУЧЕСТИ СТВОЛА ГЛАДКОСТВОЛЬНОЙ ПУШКИ

[3]Jednocześnie należy zauważyć iż nowa seria Pz.531 ma posiadać  rdzenie z austriackiej spółki Plansee, o długości 670 mm, średnicy 27 mm, a gęstości ponad 17g/cm3.  Szacunkowo (z wykorzystaniem kalkulatora Odermatta) partia PZ-531 wyposażona w austriackie rdzenie powinna osiągać przebijalność 630–670 mm stali. (płyta pod kątem 60.)  Są to wyniki w zasadzie odpowiadające osiągom niemieckiego DM43 (LKE I), i wykraczające poza możliwości amunicji 125mm dzielonej dla PT-91 i T-72M1.