W pogoni za legendą Abramsa: od M1 do M1A1HC cz. II – najlepszy czołg NATO?

Mało który czołg budzi tyle emocji co M1 Abrams. Można wręcz stwierdzić, że przez pewien czas funkcjonował swoisty „mit Abramsa” jako najlepszego czołgu na świecie i pogromcy sowieckich maszyn. Choć M1 powstał w szczycie zimnej wojny i miał stanowić bat na hordy radzieckich czołgów przedzierających się przez przesmyk Fulda, w pierwszych wersjach był pojazdem dość ubogim i trapionym licznymi problemami. Warto zatem przedstawić długą drogę, którą przeszedł M1, zanim doczekał się miana jednego z najlepszych czołgów podstawowych na świecie. W części drugiej artykułu zostanie przedstawiona historia doskonalenia czołgu Abrams oraz powody dla których stał się filarem pancernych zdolności NATO w drugiej połowie lat osiemdziesiątych.

Początek zmian. M1IP

Prognozowane zagrożenie z strony nowych środków przeciwpancernych Sowietów było tak poważne, że w zasadzie od razu przystąpiono do wzmacniania osłony pojazdu. Śpieszono się z tym tak bardzo, że pominięto zmiany pod względem siły ognia. Uznano, że dwa lata są zbyt długim czasem, żeby czekać na docelowe rozwiązanie. W październiku 1984 r. rozpoczęto produkcję M1IP (Improved Performance), która do maja 1986 r. zamknęła się liczbą 894 egzemplarzy. W nowym wariancie wykonano szereg mniejszych zmian. Przystosowano zawieszenie do wzrostu masy pojazdu oraz zmieniono przełożenia hydrokinetycznej przekładni głównej.

Jednak głównym ulepszeniem było poważne wzmocnienie osłony czołgu. Amerykanie zadecydowali się na radykalne zwiększenie grubości pancerza wieży, co w zasadzie jest działaniem rzadko spotykanym w rozwoju zachodnich pojazdów. Pierwsze wersje M1 miały fizyczną grubość pancerza wieży równą 740 mm równolegle do osi armaty, zaś pod kątem 30 stopni od osi wieży około 620 mm (zatem tożsamą z frontem kadłuba). M1IP ma już front wieży o grubości 960 mm (prawie metr!) zaś pod kątem 30° od osi wieży wartość ta wynosi ponad 800 mm.

Do dziś nie udało się wyjaśnić kwestii różnic w pancerzu specjalnym między M1 a M1IP. Odtajnione materiały CIA poprzestają na stwierdzeniu, że układ z trzema warstwami tworzącymi moduły NERA obejmował wozy najstarsze, zaś M1A1 ma już zupełnie inne konfiguracje pancerza. Masa M1IP (55,5 tony), większa o zaledwie tonę od M1 (54,5 t), sugeruje, że nie doszło do drastycznych zmian w liczbie warstw ciężkich pancerza. Niemniej zwiększono grubość osłony w relacji do pierwszych wozów o prawie jedną trzecią. To sugeruje inny układ warstw osłony, nawet jeżeli ich masa jest w zasadzie taka sama.

Przełom. M1A1

Prawdziwą rewolucją było wprowadzenie do służby M1A1. W czołgu, który był „docelowym” Abramsem, w końcu udało się pozbyć ograniczeń sięgających połowy lat 70. Nowy pojazd skierowano do produkcji w sierpniu 1985 r., choć projektowanie M1E1 rozpoczęto w zasadzie w tym samym czasie, gdy z linii zjeżdżały pierwsze bazowe M1. Wyprodukowano 3280 egzemplarzy M1A1, nim wprowadzono następcę.

Prototyp M1E1 -od 1979 do 1985 powstało 14 prototypów. Pojazd ma zamocowane makiety masowe pozwalające na symulacje wzrostu masy pancerza specjalnego.

Dwiema najważniejszymi zmianami w stosunku do poprzedników był poważny wzrost siły ognia oraz znaczące udoskonalenie pancerza. Pojazd otrzymał również szereg mniejszych modyfikacji. Z racji na wzrost masy po raz kolejny wzmocniono zawieszenie oraz przeniesienie napędu. Wprowadzono również szereg korekt, by zmniejszyć awaryjność, a także ułatwić doraźne naprawy w polu, zwłaszcza w układzie napędowym. Niezwykle istotne było wprowadzenie systemu przeciwdziałania broni masowego rażenia ABC (atomowej, biologicznej chemicznej). Jak wspominałem w pierwszej części monografii, w starszych wersjach pojazdu obecna była prosta filtrowentylacja oraz ręczny zestaw do rozpoznawania skażeń. M1A1 otrzymał już automatyczny miernik skażeń M8A1, który mógł wykryć wybuch jądrowy w pół sekundy, by bezzwłocznie rozpocząć hermetyzację przedziału załogi. Wytwarzane nadciśnienie było też wystarczające, aby usuwać gazy prochowe generowane przez sprzężony z armatą karabin maszynowy. Kolejną zmianę wprowadzono w ogrzewaniu przedziału załogi, które działało niezależnie od pracy silnika. Żołnierze mogli spać spokojniej, gdyż całkowicie wyeliminowano ryzyko podtruwania czołgistów spalinami z przedziału napędowego… Poprawiono również instalację elektryczną oraz ergonomię niektórych stanowisk członków załogi.

Jedną z dwóch najważniejszych modyfikacji była wymiana armaty 105 mm typu M68 na nową 120 mm o nazwie M256. Już w lutym 1979 r. Amerykanie kupili od niemieckiego Rheinmetall GmbH licencję na działo z lufą o długości L/44 (ok. 5,3 m) typu Rh-120 oraz stosowną amunicję z samospalającą łuską. W kwietniu 1980 r. arsenał Watervliet wyprodukował pierwsze prototypy licencyjnych armat XM256. Głównymi zmianami w stosunku do pierwowzoru były inny układ oporników  oraz znacznie mniejsza kołyska armaty.

Największym zmartwieniem Amerykanów pozostała kwestia amunicji. Zdając sobie sprawę ze słabych osiągów pocisku APFSDS-T typu M833 do M68, Amerykanie uruchomili bezprecedensowy program rozwoju nowego pocisku podkalibrowego do 120 mm armat czołgowych. Kompleksowe działanie obejmowało opracowanie nowych komponentów: prochów, zapłonników, sabotów, a przede wszystkim długich rdzeni, wykonanych z zubożonego uranu (DU) lub spieków węglika wolframu (WHA).

W efekcie powstała nowa rodzina amunicji. W 1985 r. do produkcji wszedł nowy nabój z pociskiem podkalibrowym typu M829. Równolegle pracowano nad M829E1, który w 1989 r. stał się produkcyjnym M829A1 o rekordowo długim rdzeniu. Pierwszy z wymienionych naboi posiadał penetrator z DU o długości około 600 mm i rdzeniu długim na około 480 mm. Pocisk ten z dystansu 2 km pokonywał około 470 mm stali, zaś na 1 km jego osiągi dochodziły do 500 mm RHA. Docelowym rozwiązaniem miał być słynny „Silver Bullet”. [z ang. „srebrny pocisk”, metaforycznie wyjątkowo prosty, wręcz magiczny sposób na szybkie rozwiązanie problemu – przyp. red.] Nowy M829A1 dysponował rekordowo długim penetratorem – prawie 800 mm przy rdzeniu o długości niemal 700 mm. Z odległości 2 km pokonywał około 680 mm pancerza, przy czym z 1 km ów wynik wynosił ponad 700 mm stali.

Penetratory pocisków podkalibrowych z USA. Od lewej: 105mm: M735 (1978), M774 (1979) , M833 (1983) , 120mm: M829 (1985), M829A1 „Sliver Bullet” (1989), M829A2(1992),

Oczywiście oba pociski, w tym wprowadzony w 1985 r. M829, na typowym dla przełęczy Fulda dystansie 800 m swobodnie pokonywały pancerze sowieckich wozów z lat 70. Względem T-64B, T-72A oraz T-80B było to skuteczne rozwiązanie. Jak okazało się dekadę później, problem stanowiło przebijanie młodszych radzieckich czołgów. Już T-72B (Obiekt 184 z 1984 r.) był „na granicy” osiągów M829, nawet na dystansie poniżej 1 km. Zupełnie nieciekawie przedstawiały się szanse porażenia czołgów nowego pokolenia: T-80U (Obiekt 219AS z 1984 r.), T-80UD (Obiekt 478 z 1988 r.) oraz nowszych T-72B model 1989. Uśredniony poziom osłony wieży oraz kadłuba wynosił odpowiednio: 570/550; 600+/550; 550/550 mm RHA. Już bazowa osłona powyższych przekraczała wyniki osiągane przez M829.

Jeszcze większym kłopotem stała się zmiana reguł gry, jaką było wprowadzenie w 1988 r. radzieckiego wybuchowego pancerza reaktywnego (ERA) typu 4S22 Kontakt-5, opracowywanego od 1985 r. Według źródeł rosyjskich jego skuteczność ocenia się na minimum 20% redukcji osiągów podkalibrowych pocisków przeciwpancernych oraz od 50 do 80% w przypadku pojedynczych głowic kumulacyjnych. Oznaczało to powrót do fatalnej sytuacji z lat 70. i wczesnych 80., gdy szanse na skuteczne porażenie radzieckiego czołgu przez NATO-wską amunicję APFSDS-T ograniczały się do trafień w osłabione obszary bez pokrycia ERA… Owo prawdopodobieństwo wynosiło od 20 do 30%, w zależności od powierzchni czołgu i kąta rażenia.

Poziomy osłony maszyn z ZSRR i NATO w połowie lat osiemdziesiątych.

Oczywiście przewaga sowieckiej tarczy nad amerykańskim mieczem nie była absolutna. Zarówno M829 jak i M829A1 były wysoce skuteczne wobec wozów wprowadzonych do uzbrojenia około 5-8 lat wcześniej. Nawet teoretycznie „nieskuteczne” pociski podkalibrowe wciąż miały szansę pokonać osłonę sowieckich czołgów poprzez trafienie w obszary, których nie pokrywał ERA, lub słabsze ze względów konstrukcyjnych. Można zatem uznać, że wymiana armaty na 120 mm w M1A1 zdecydowanie podniosła siłę ognia Abramsa. Jednak paradoksalnie w stosunku do najnowszych wozów Sowietów (młodszych niż M1A1) sytuacja pozostawała bez zmian. Z racji zmiany kalibru modyfikacji uległo też składowanie amunicji armatniej oraz budowa magazynu wieżowego i jego „słabych ogniw” (klap wydmuchowych).

Magazyn M1A2 gdzie zmieszczono dodatkową sztukę amunicji 120mm na każdy magazyn.

34 sztuki naboi 120 mm są składowane w dwóch magazynach niszy wieży: zasobniku pierwszej gotowości (17 sztuk), obsługiwanym przez ładowniczego, oraz magazynie drugiego rzutu, za plecami dowódcy (również 17 sztuk). Ten pierwszy wypełniają trzy grodzie: jedna grubsza, dzieląca przestrzeń na dwa mniejsze magazyny, oraz dwie dodatkowe, dzielące każdy z magazynów na dwie części, po 8 i 9 naboi. Każdy z magazynów w niszy ma jedną dużą klapę wydmuchową w stropie.

Międzygrodzie w magazynie wieżowym M1A1

Oba są oddzielone pancernymi przesuwnymi drzwiami od przedziału załogi w wieży, przy czym wrota po stronie ładowniczego posiadają własny napęd. Trzeci zasobnik amunicji czołgu mieści się w kadłubie, za pierścieniem wieży, przy prawej burcie. Również on jest odizolowany od załogi pancernymi drzwiami i dodatkowo posiada słabe ogniwa: w dnie (dwie klapy wydmuchowe rozdzielone drążkami skrętnymi) oraz w stropie (jedna klapa).

Nie mniej ważną niż nowa armata zmianą było przygotowanie pojazdu pod montaż nowego celownika panoramicznego dowódcy z kamerą termalną o nazwie CITV (Commander´s Independent Thermal Viewer). Już kilka lat po testach Leoparda 2AV Amerykanie uznali, że „panorama” dowódcy jest nieodzowna. Problemem w przypadku M1 był brak miejsca na tor optyczny i sam przyrząd z drugą kamerą termalną. Dla Niemców priorytetem była siła i celność ognia, nawet kosztem gorszej integralności osłony, stąd takie, a nie inne umieszczenie celownika działonowego EMES 15 oraz przyrządu obserwacyjnego dowódcy PERI R17. Z wielu przyczyn w Abramsie należało umieścić celownik przed stanowiskiem ładowniczego. Efektem była konieczność elektronicznego, a nie optycznego przekazywania obrazu. Kwestia ta „pogrzebała” wdrożenie CITV aż do lat 90., kiedy wreszcie elektroniczna transmisja stała się możliwa. Niemniej każdy seryjny M1A1 otrzymał podstawę pod CITV, lecz zaślepioną pancerną płytą mocowaną śrubami. W ten sposób czołgi przygotowano do doposażenia w przyszłości. Instalacja „panoramy” umożliwiła w przyszłości rezygnację z obrotowej kopułki dowódcy (CWS). Tę wymieniono na wieżyczkę typu basztowego (ICWS) z wieńcem 8 peryskopów o bardzo dobrym polu widzenia. To z kolei pozwoliło na rezygnację z wielu mechanizmów starej kopułki oraz uproszczenie i polepszenie ergonomii stanowiska dowódcy. Oczywiście zmiany objęły też SKO, w tym komputer balistyczny, nowy dalmierz oraz inne podzespoły.

M1A1 stanowisko celowniczego

Mimo szerokiego zakresu prac modernizacyjnych, zadecydowano o pozostawieniu niezmienionego układu napędowego z turbowałowym silnikiem Honeywell AGT1500. Jest to o tyle ciekawa kwestia, że już w 1979 r. armia zażądała opracowania jako „rezerwowej opcji” silnika Diesla. Zadanie to zlecono firmie Teledyne, która opracowała dwa niezwykle ważne motory wysokoprężne: AVDS-1790 i AVCR-1360. Pierwszy wykazał się ponadprzeciętną długowiecznością, był bardzo niezawodny i podatny na modernizacje. Drugi był nowoczesną, wielopaliwową konstrukcją, z niespotykanym rozwiązaniem w postaci zmiennego stopnia sprężania. Niezwykle nowatorska konstrukcja jednak ofiarą cięć budżetu oraz prognozy wysokich kosztów uruchomienia produkcji. Kwestię układu napędowego przeniesiono na dalszy plan, by skupić się na skokowej poprawie innych parametrów pojazdu. Decyzję tą ułatwiał fakt, że nawet wzrost masy pojazdu do 57,1 tony nie wpłynął negatywnie na mobilność w terenie.

Zdecydowanie na plus należy ocenić wzrost opancerzenia nowej wersji Abramsa. Grubość osłony pozostała niezmieniona w stosunku do M1IP, ale już pancerz specjalny stanowił trzecią generację tego rozwiązania. Według odtajnionych danych CIA jego zasada działania była zdecydowanie inna niż w starszych M1. To jest o tyle interesujące, że zdjęcia późniejszych wersji pojazdu, które porażono w Iraku, pokazują układ pancerza burt wieży, który w zasadzie nie uległ modyfikacji w porównaniu do tego z odtajnionych materiałów dotyczących bazowych Abramsów. Niemniej według oficjalnej dokumentacji nastąpiły poważne zmiany w konstrukcji pancerza specjalnego. Z perspektywy znanych szczątkowych informacji, można założyć, że do ukośnych warstw NERA (nieenergetycznego pancerza reaktywnego) dołożono przekładkę stalowo-ceramiczną. Ta składała się z płyt walcowanej na gorąco jednorodnej stali pancernej (RHA) o bardzo wysokiej twardości (ponad 500 HB) oraz ceramiki z tlenku glinu (Al₂O₃), lub węglika krzemu (SiC) o grubości 30-40 mm, osadzonej na podłożu aramidowym lub kewlarowym. W efekcie znacząco zwiększono odporność pojazdu na trafienia amunicją podkalibrową. Ewolucji zapewne uległy też warstwy aktywne, także czynnik rażący pokonujący moduł NERA uszkadzany był przez obie warstwy okładzin stalowych, które wprawiało w ruch działanie środkowej warstwy napędowej. To przyczyniło się do drastycznej poprawy odporności pancerza.

Czy znamy poziom, jaki został osiągnięty? Paradoksalnie tak, co zawdzięczamy tzw „szwedzkiemu przeciekowi”. Ten wątek jest związany z osobą pana Rickarda O. Lindströma, wieloletniego pracownika i jednego z szefów szwedzkiej agencji FMV (Försvarets materielverk). Lindström był odpowiedzialny za testowanie M1A2, Leoparda 2I oraz Leclerca podczas procedury wyboru nowego czołgu dla Szwecji. Z nieznanych przyczyn z komputera Lindströma wyciekła zastrzeżona prezentacja dotycząca rozwoju szwedzkiej broni pancernej. Jest ona nieco uproszczona, ale zawiera niezwykle interesujące materiały dotyczące odporności pancerza badanych maszyn. Oczywiście istnieje możliwość, że wyciek jest dezinformacją szwedzkiego wywiadu, ale zniknięcie z przestrzeni publicznej pana Lindströma oraz stanowisko FMV każą przypuszczać, że faktycznie mamy do czynienia z niezamierzonym upublicznieniem może nie tajnych, ale z pewnością zastrzeżonych materiałów.

Do dziś kontrowersyjne dane z tzw „szwedzkiego przecieku” rzekomo prezentujące poziom osłony eksportowego pancerza M1A2 oferowanego Szwedom.

Choć Szwecji oferowano wówczas najnowszy wariant M1A2 (1992 r.), to Amerykanie z podziwu godną konsekwencją odmawiali eksportu najnowszych wersji pancerza. Na sprzedaż dostępne są albo rozwiązania ściśle eksportowe (czytaj: gorsze niż używane przez US Army), albo te wycofane z produkcji seryjnej i zastąpione osłoną nowszej generacji. Tak zwany Export Armor Package (EAP) jest również niejednolity. Sojusznicy bardziej wypróbowani, choćby Australia, mogą otrzymać osłony na poziomie niewiele odbiegającym od tych w amerykańskich czołgach. Z kolei mniej pewnym odbiorcom (Maroko, Arabia Saudyjska, Irak) oferuje się pancerz o zupełnie innej zasadzie działania i odporności od wozów z USA. Obecnie wiadomo, że Szwedom zaproponowano EAP, który nie był najstarszą wersją pancerza, ale też nie odpowiadał nowszym, „uranizowanym” wariantom. Wprost wskazuje to na osłony drugiej generacji z M1A1. To jest o tyle logiczne, że oferowany w 1992 r. pancerz byłby technologicznie około 7-8 lat i dwie generacje starszy w stosunku do wozów amerykańskich.

Jakie wartości zapisano w materiałach FMV? Pancerz był testowany przeciw głowicom kumulacyjnym kalibru 148 mm, 81 mm oraz 127 mm. To wskazuje na strzelania z wykorzystaniem przeciwpancernego pocisku kierowanego TOW-2A i granatnika Carl Gustaf. Amunicją kinetyczną były pociski podkalibrowe 125 mm o prędkości uderzenia w cel równej 1665 m/s i 1450 m/s. Również ten fakt nie budzi wątpliwości, ponieważ Amerykanie pod koniec lat 80. stworzyli własne, eksperymentalne pociski 125 mm z wykorzystaniem najlepszych dostępnych w USA technologii, ale z ograniczeniami gabarytowymi właściwymi dla maszyn rodem z ZSRR. Miało to pozwolić oszacować, jakie osiągi mogą uzyskać Sowieci.

Wartości osłony były następujące. Pancerz niszy wieży przeciw amunicji kumulacyjnej trafiającej pod kątem 90 stopni zapewniał ochronę na poziomie 380 mm stali. Osłona burt wieży przeciw amunicji kinetycznej na wysokości przedziału załogi pod kątem około 20º stanowiła ekwiwalent 480 mm stali, zaś pod kątem blisko 25º przeciw głowicy kumulacyjnej – 750 mm. Front wieży zapewniał dla plus minus 30º od osi podłużnej odporność rzędu 600 mm RHA przeciw amunicji kinetycznej oraz aż 900 mm wobec kumulacyjnej. Sporym zaskoczeniem jest za to odporność kadłuba dla około 25º od osi podłużnej. Wynosiła zaledwie 350 mm RHA przeciw amunicji podkalibrowej oraz 750 mm przeciw kumulacyjnej. Owa wartość może wydawać się bardzo niska ale jest to w zasadzie dokładnie szacunkowa wartość podana dla płyty górnej kadłuba oraz zbiorników paliwa (stanowiących integralny element ochrony) umieszczonych za nią. Inaczej rzecz ujmując – najbardziej osłabionego (poza maską armaty) elementu przedniego pancerza M1A2. Prawdopodobnie „dziób” pancerza frontu kadłuba jest tożsamy odporności wieży. Kierowca w Abramsie jest chroniony przez dwa zbiorniki paliwa o konstrukcji grodziowej, każdy o długości 1,5 m i szerokości ponad 50 cm. Baki dają bardzo dużą osłonę względem amunicji, która pokonała front kadłuba lub jego burty. Jedynym miejscem bez tej dodatkowej (i bardzo ważnej) warstwy jest obszar na wprost nóg kierowcy.

3BM26 Nadieżda z 1985 r.

Jak należy oceniać ten poziom ochrony w kontekście drugiej połowy lat 80.? Wówczas nastąpił gwałtowny wzrost możliwości broni przeciwpancernej Sowietów. Na wyposażenie Armii Radzieckiej weszły trzy nowe pociski przeciwpancerne. Były to: 3BM26 Nadieżda z 1985 r., 3BM32 Want z 1987 r. i najnowszy 3BM42 Mango, wytwarzany od 1988 r. Wszystkie powstały z myślą o pokonywaniu nowych zachodnich pancerzy specjalnych. Najstarsza Nadieżda posiadała niekonwencjonlaną budowę penetratora. Poza czepcem balistycznym trzy czwarte jej długości stanowił monolityczny rdzeń stalowy. Miał penetrować grubą na 40-50 mm płytę czołową frontu kadłuba lub wieży, a następnie wzbudzić i zdezintegrować warstwy NERA, ulegając przy tym połamaniu. Ostatnią część stanowił mały wolframowy sub-rdzeń średnicy 22 mm i długości około 71 mm. Ukryto go w specjalnej tulei, która miała umożliwić jego uwolnienie po pokonaniu większości warstw pancerza przez stalowy rdzeń. Rolą wolframowego sub-rdzenia była perforacja grubszej, wewnętrznej płyty pancerza. Takie nietypowy układ konstrukcyjny powstał na skutek sowieckich testów pancerzy specjalnych oraz pozyskanych informacji wywiadowczych. Z dystansu 2 km Nadieżda pokonywała 410 mm pancerza pod kątem prostym lub 200 mm płyt RHA ustawionych pod kątem 60 stopni od pionu (długość kanału penetracji wynosiła 400 mm). 3BM26 przebijał 450 mm stali średniej twardości lub odlewu z dystansu 2 km. Na typowych dla RFN odległościach walki (800 m) zdolność pokonywania pancerza wynosiła około 450 mm RHA. Niewątpliwie Nadieżda stanowiła skuteczną odpowiedź wobec najstarszych M1 i Leopardów 2, ale też nie była skuteczna wobec M1A1, nowego Challengera 1 i ulepszonych pancerzy Leoparda 2A4. Nowy 3BM26 prędko trafił do masowej produkcji, stając się etatowym pociskiem podkalibrowym ZSRR.

3BM32 Want z 1987 roku (wprowadzenie do uzbrojenia)

Zdecydowanie groźniejszy był nowy 3BM32 Want z rdzeniem z zubożonego uranu. Choć został opracowany już w 1985 r., to zdołał wejść do produkcji dopiero dwa lata później. Posiadał penetrator z umieszczonym w jego wnętrzu rdzeniem z DU o długości około 480 mm. Want pokonywał z dystansu 2 km monolityczną płytę stalową ustawioną pod kątem 60 stopni o grubości sprowadzonej (kanał penetracji) 500 mm. Na typowej odległości rażenia grubość pokonywanego pancerza sięgała 550 mm RHA. Choć aż do upadku ZSRR pocisk 3BM32 nie powstał w takich liczbach jak poprzednik, to stanowił duże zagrożenie dla wozów NATO. Niemniej front wieży M1A1 przewyższał jego możliwości.

3BM42 Mango z 1988 r.
dwusegmentowy rdzeń 3BM42
3BM42 Mango w częściach

Najmłodszym pociskiem z wymienionych jest 3BM42 Mango z 1988 r. Miał interesującą budowę – zawierał dwusegmentowy rdzeń wolframowy o średnicy zaledwie 18 mm i długości 420 mm, który ukryto w koszulce ze stopów innych metali. Posiadał specjalny czepiec balistyczny, mający ułatwiać pokonywanie mocno nachylonych powierzchni, oraz „wypuszczający” w chwili uderzenia oba segmenty rdzenia. Koszulka, w której znajdowały się oba segmenty rdzenia, nie brała udziału w penetracji głębszych warstw pancerza, choć miała (podobnie jak czepiec balistyczny) ułatwiać pokonywanie płyty czołowej. Dwusegmentowa budowa rdzenia umożliwiała skuteczniejszą perforację pancerzy NERA/NxRA. Oba segmenty mogły odkształcać się niezależnie od siebie. W teorii to zmniejszało ryzyko ich pęknięcia na skutek pracy pancerza NERA. Co prawda z dystansu 2 km Mango pokonywał jedynie 440 mm w płycie stalowej pochylonej pod kątem 60 stopni, lecz jest to wartość mocno zwodnicza. Dzięki dwusegmentowej budowie oraz koszulce penetrator 3BM42 sprawnie radził sobie ze starszymi generacyjnie pancerzami specjalnymi typu Burlington. Jego wdrożenie zaowocowało gwałtownym wzmocnieniem pancerza czołgów NATO.

Wczesna Chryzantema

Nie mniej poważne zmiany następowały w głowicach kumulacyjnych w ZSRR. Już w drugiej połowie lat 80. do służby wszedł ciężki lotniczy ppk 9M120 Ataka, którego głowica o średnicy prawie 130 mm mogła pokonać około 800 mm stali za osłoną ERA. Zwiększono też kaliber przyszłych ppk oraz rozpoczęto forsowne prace przy udziale przemysłu nuklearnego i fizyków nad optymalizacją głowic kumulacyjnych w celu uzyskania wyższej prędkości strumienia kumulacyjnego oraz większej przebijalności. Ta pierwsza wartość przekładała się na większe szanse pokonania osłony w stylu NERA i NxRA. Przesunięcie elementów wykonawczych (metalowych) warstw pancerzy aktywnych mogło być zbyt wolne, aby „złapać” szybszy strumień kumulacyjny. Oprócz tego do prawie wszystkich nowych ppk w ZSRR rozpoczęto wprowadzanie prekursorów. Wbrew pozorom nie miały one wzbudzać pancerzy reaktywnych (które wówczas niezwykle rzadko stosowano w NATO), ale ułatwić pokonywanie płyty czołowej pancerza oraz uruchamiać pierwsze warstwy NERA pancerza specjalnego. Brytyjczycy wskazywali na takie rozwiązanie jako umożliwiające pokonywanie ich pancerzy specjalnych już w 1970 r. Zastrzegali jednak, że dopracowanie tej technologii zajmie dekady.

Można zatem uznać, że M1A1 utrzymał przewagę nad sowieckimi głowicami kumulacyjnym, zaś przynajmniej wieża była odporna przeciw najnowszej amunicji APFSDS dostępnej w ZSRR. Pewne niejasności dotyczą kadłuba M1A1, choć sumaryczna osłona pancerza i zbiorników paliwa za nim wydaje się wystarczająca wobec ówczesnych zagrożeń.

Jaki zatem był M1A1? Można uznać, że w tej wersji pojazdu, po 5 latach od rozpoczęcia produkcji, w końcu stworzono taki czołg, jakim miał być od początku – dopracowany, mało awaryjny, z rozbudowanym SKO (choć wciąż bez „panoramy” dowódcy), z armatą 120 mm oraz wciąż świetnym pancerzem, wystarczającym na środki rażenia „drugiej strony”.

Nie oznacza to jednak, że M1A1 był pojazdem bez wad. Niezwykle ciekawe są brytyjskie spostrzeżenia z 1989 r., kiedy pluton brytyjskich pancerniaków miał możliwość testować amerykański czołg przez dwa dni w bazie Grafenwöhr w Niemczech i porównać go z Challengerem 1, ze strzelaniem włącznie. Brytyjczycy pozytywnie ocenili scaloną amunicję 120 mm oraz łatwość i szybkość ładowania armaty. Za plusy uznano też elektrohydrauliczną stabilizację i napędy wieży oraz stabilizację toru optycznego celownika działonowego i ergonomię jego stanowiska pracy. Bardzo dobre opinie zebrała manewrowość, cicha praca turbiny gazowej, świetna dynamika, wielopaliwowość, łatwość sterowania oraz podatność eksploatacyjna. Za plus uznano też wyjątkowo wygodne i ergonomiczne siedzenia oraz pulpity na stanowiskach załogi. Uznanie wzbudziła izolacja amunicji oraz silne uzbrojenie pomocnicze. Brytyjskie załogi zwracały jednak uwagę także na pewne, ich zdaniem istotne, wady M1A1. Za najważniejszą uznano wciąż brak CITV, który powodował, że dowódca nie mógł sam zwalczać celów. Jego zdolność do prowadzenia ognia określono jako bardzo ograniczoną. Bardzo poważnej krytyce podano słabą jakość obrazu celownika termalnego, który mocno odstawał od brytyjskiego TOGS. Uznano też, że wieża Abramsa jest podatna na usterki elektryczne, zaś lufa armaty ma nienajwyższą żywotność. Za zdecydowane minusy napędu uznano ogromną paliwożerność AGT1500 oraz słabe (w porównaniu z Challengerem) zawieszenie pojazdu. Krytykowano też niską żywotność gąsienic i bardzo dużą sygnaturę termalną. Brytyjczykom bardzo nie podobała się „antyczna” łączność i tylko jedno standardowe radio na pojazd. Poddano krytyce także całkowity brak przestrzeni w pojeździe na rzeczy załogi oraz brak zbiornika wody pitnej i ogólnej zdatności do „życia” załogi w pojeździe (spania, gotowania, załatwiania potrzeb fizjologicznych) w przypadku wymuszonego działania na polu walki ABC. Ogólne odczucie załóg było takie, że M1A1 posiadał lepszą i celniejszą armatę oraz prostszy SKO, ale wszyscy Brytyjczycy woleliby iść na wojnę w CR1, choć pod warunkiem wyposażenia tegoż w uzbrojenie M1A1.

Osobną kwestią były problemy trapiące uzbrojenie M1A1. Wynikały z delikatności nowych, nitrocelulozowych, samospalających łusek kalibru 120 mm z niepalnym, wystającym zapłonnikiem i denkiem. Efektem ich stosowania było kilka tragicznych incydentów. Przyczyną większości była nieprawidłowa praca przedmuchiwacza i niskiej jakości proch. To skutkowało osadzaniem się niedopalonego ładunku motającego w przewodzie lufy. W pewnym momencie dochodziło do jego zapłonu i „zasysania” palących się mocnym płomieniem resztek do wnętrza przedziału wraz z denkiem łuski podczas ekstrakcji. Inne wypadki polegały na rozerwaniu przez ładowniczego łuski i rozsypaniu się ładunku miotającego (w tym prochu czarnego w woreczku otaczającym zapłonnik) na znajdujące się na podłodze wieży  nagrzane denka łusek i wystające zapłonniki po wcześniejszych strzałach. Efektem były gwałtowne pożary i śmierć części członków załóg. W efekcie czołgiści relatywnie szybko otrzymali trudnopalne umundurowanie, w tym balaklawy z Nomexu dla ładowniczego i dowódcy. Wdrożono również zmiany w technologii produkcji amunicji 120 mm oraz nowe, ostrzejsze procedury obchodzenia się z amunicją.

Podsumowując, można uznać, że M1A1 stał się najlepiej opancerzonym pojazdem NATO, choć jego siła ognia wciąż nieco odstawała od Leoparda 2A4. Istotnym minusem był brak CITV, mimo że pojazd był przygotowany pod montaż tegoż. Zdecydowanie poprawiła się podatność eksploatacyjna pojazdu mimo wyjątkowo dużego zużycia paliwa przez AGT1500. Choć amunicja M1A1 była równie nieskuteczna wobec wozów Sowietów, jak amunicja z ZSRR względem nowego Abramsa, to jednak należy uznać, że M1A1 zdecydowanie przewyższał równolatka T-72B (1984), zaś celnością i obecnością kamery termalnej wyprzedzał również T-80U (1984).

M1A1 USMC

Pancerz przede wszystkim. M1A1HA, M1A1HC

Już dwa lata po wprowadzeniu M1A1 pojawiła się nowa wersja maszyny – M1A1HA (ang. Heavy Armor). W latach 1988-90 wyprodukowano 2289 sztuk. Dlaczego Amerykanie zdecydowali się na wprowadzenie nowego opancerzenia w tak krótkim czasie? Wiele wskazuje na to, że wywiady brytyjski i amerykański miały bardzo dużą wiedzę na temat programów amunicyjnych i czołgowych prowadzonych w ZSRR. Zwłaszcza słynny był skandal szpiegowski w Ukraińskiej SRR, gdzie pracownicy charkowskiego biura im. Morozowa przekazali na Zachód nie tylko zdjęcia i częściowe plany czołgu nowej generacji Obiekt 477 Bokser-Mołot, ale też zakładane osiągi projektowanej amunicji 125 i 152 mm.

Praktycznie wraz z wejściem do służby pocisków Want i Mango (1987-1988) rozpoczęto bowiem opracowywanie ich następców, którzy mieli wejść do służby na początku lat 90. Jednym z nich był 3BM48 Świniec, o całkowitej długości penetratora 635 mm i rdzeniu z DU liczącym około 546 mm. W naboju zastosowano najdłuższy pocisk, jaki fizycznie zmieściłby się w kasetach automatu ładownia czołgów rodziny T-72. Z dystansu 2 km pokonywał 600 mm stali w płycie pochylonej pod kątem 60 stopni, zaś z odległości poniżej 1 km nieco ponad 650 mm.

Przebijalność pancerzy stalowych, monolitycznych, amunicji NATO oraz ZSRR do połowy lat osiemdziesiątych.

Inna koncepcja powstała w ZSRR zakładała wykorzystanie nowej, wysokociśnieniowej armaty kalibru 125 mm typu 2A66 (D-91T) wraz z amunicją 3BM39 Anker o długości rdzenia zbliżonej do Świńca. Również w 1988 r. rozpoczęto opracowywanie nowego pocisku podkalibrowego o długości penetratora 730 mm, ze rdzeniem 650-670 mm. W różnych źródłach bywa częstokroć opisywany jako 3BM42M Lekalo, choć obecnie można być praktycznie pewnym, że ostatecznie wyewoluował on w nowy 3BM59 Świniec-1. Pocisk nie mieścił się w standardowych kasetach automatów ładowania pojazdów rodziny T-72, więc miał stanowić wyposażenie głęboko modernizowanych maszyn lub też nowych czołgów takich jak Obiekty: 187, 478BE i 640.

Wspomniane wyżej optymalizowanie głowic kumulacyjnych przyniosło efekt w postaci wzrostu przebijalności oraz masowego wdrażania nowych rozwiązań u schyłku istnienia ZSRR. Już w 1988 r. opracowano nowy czołgowy ppk 9M124 Agona kompleksu 9M112M. Dysponował prekursorem i głowicą zasadniczą o bazowej przebijalności 700 mm RHA, zaś w prototypowej wersji, optymalizowanej z inną kompozycją materiału wybuchowego i wkładką z tzw. „materiału B”, pokonywał aż 840 mm RHA. Wprowadzony do próbnej eksploatacji w 1990 r. ciężki lotniczy ppk Wichr dysponował głowicą o przebijalności 1000 mm stali za osłoną ERA. W 1991 r. do służby wszedł lekki ppk Metys-M, o zasięgu do 1500 m, z głowicą zdolną pokonać 800 mm stali za ERA. Z kolei w 1992 r., zatem już w Rosji, wdrożono kolejny czołgowy ppk – Inwar-M z KB Tuła. W końcu wdrożono weń nową, optymalizowaną głowicę kumulacyjną z prekursorem, zdolną pokonać prawie 900 mm stali.

Bardzo poważnym problemem dla pancerzy wozów NATO była wspomniana obecność prekursorów w sowieckich ppk. Miały średnicę zaledwie 20-30 mm i zdolność do pokonywania około 130-150 mm stali. Jednak nawet tak niewielkie wartości umożliwiały perforację frontalnej płyty wieży lub kadłuba oraz wzbudzenie kilku pierwszych pakietów NERA ustawionych w module pancerza specjalnego. Ponieważ ten zawierał zwykle od 4 do 8 skośnych warstw na torze lotu strumienia kumulacyjnego, okazywało się, że precyzyjne zgranie w czasie prekursora i ładunku zasadniczego pozwala na rażenie nie całego pancerza, a tylko połowy jego „aktywnej” kompozycji. W efekcie teoretycznie nieskuteczne pod względem zdolności do pokonywania warstw zwykłej stali głowice, pokonujące 700-900 mm RHA wraz z prekursorem, były zdolne dokonać perforacji teoretycznie silniejszych pancerzy wozów NATO z połowy lat 80. W tym zbiorze zawierały się: M1, M1A1, Leopard 2A4 i Challenger 1.

Odpowiedź była szybka, zarówno w Niemczech, Wielkiej Brytanii, jak i w USA. Niemcy w latach 1986-1992 opracowali trzy różne nowe kompozycje pancerza. Front Leopardów 2I (późniejsze 2A5 i Strv 122) osłonili dodatkowo grubymi „klinami” NxRA. Brytyjczycy opracowali nowy pancerz Dorchester, zaś Amerykanie stworzyli najszerzej zakrojony i ponoć najdroższy (ponad 2 mld USD) program rozwoju pancerzy specjalnych. Ich trzecia generacja trafiła na M1A1HA już w październiku 1988 r.

Szeroko znany i komentowany jest fakt posiadania przez owe pojazdy warstw osłony wykonanych ze zubożonego uranu. Nie wiadomo jednak, czy DU znajduje się jako warstwa przeciwradiacyjna, czy też element aktywnie działającego pancerza. Kompozycja osłony M1A1HA jest niejawna i wciąż nieznana dla frontu kadłuba oraz wieży. Paradoksalnie to dzięki porażonym w Iraku pojazdom znany jest skład osłony niszy wieży i jej burt na wysokości przedziału załogi.

Estymacje autora na podstawie zdjęć porażonych M1A1HA z Iraku
Odtajnione dokumenty CIA pokazujące budowę pancerza specjalnego niszy wieży (1980)

Ochrona niszy to wciąż stos pakietów NERA/NxRA w liczbie minimum czterech na torze czynnika rażącego, a następnie trzech grubszych warstw: dwóch stalowych i jednej niemetalicznej. Owa osłona bez wątpienia nie uległa zmianie układu w stosunku do… ujawnionych szkiców osłony M1 w materiałach CIA z 1982 r. (!). Jest to mocno zastanawiające w kontekście zapewnień o zupełnie innym charakterze pracy osłony specjalnych od M1A1. Poza zewnętrzną płytą, grubą na 1 cal (tj. 25,4 mm), pancerz burt wieży na wysokości kadłuba mieści najpierw potrójny, amortyzowany moduł NERA/NxRA, ustawiony równolegle zaraz za płytą zewnętrzną pancerza. Każda z trzech warstw składa się z dwóch 5-milimetrowych płyt stalowych bardzo wysokiej twardości oraz warstwy napędowej podobnej grubości. Za nimi ulokowano ukośnie ustawiony „stos” kilkunastu warstw NERA/NxRA podobnej budowy. Na trasie czynnika rażącego znajdują się minimum 4 warstwy. Całość kończy gruba na 100 mm burta wieży. W efekcie czynnik rażący pokonujący pancerz musi pokonać płytę frontu pancerza, następnie trzy warstwy „aktywne”, które wyzwolą 6 przemieszczających się płytek stalowych (z których każda w jakimś stopniu uszkodzi pocisk lub strumień kumulacyjny), by następnie trafić w minimum kolejne cztery warstwy NERA ustawione pod zupełnie innym kątem. Te ostatnie które wyzwolą 8 kolejnych przemieszczających się płytek RHA. Ostatnią barierą ochronną jest cytadela wieży o grubości około 100 mm.

Estymacje autora dotyczące układu pancerza specjalnego M1A1HC z Iraku

Pancerz burt jest projektowany pod kątem ochrony przed zagrożeniami trafiającymi w zakresie około 20 stopni od osi podłużnej dla amunicji kinetycznej oraz około 25º dla kumulacyjnej. Z tego wynika fakt, że czynnik rażący musi pokonać (dla podanych kątów) łącznie minimum 390-315 mm RHA płyty czołowej i cytadeli wieży oraz około 14 przemieszczających się płytek stalowych grubości 5 mm każda. Skuteczność ochronna jest oczywiście wyższa niż sama suma pochylonych pod dwoma kątami względem zagrożenia warstw stalowych (szacunkowo od 260 do 200 mm RHA) w elementach NxRA. Dla podanych kątów czynnik rażący musi pokonać łącznie około 650-515 mm warstw stali, lecz przez wzgląd na bardzo aktywne działanie warstw NERA/NxRA pancerza sumaryczna ochrona po prostu musi być znacznie wyższa. Dokładna wartość jest jednak nieznana. Należy też pamiętać, że kompozycja pancerza frontu wieży i kadłuba jest inna. Zawiera elementy reaktywne, przekładkę stali i ceramiki na podłożu aramidowym lub kewlarowym, a także wspomniany zubożony uran. Skuteczność osłony jest oczywiście wyższa niż w przypadku M1A1, ale szacunkowa wartość jest nieznana. Wspomniane zmiany w opancerzeniu spowodowały wzrost masy czołgu do około 60-62 ton. Oprócz tego rozpoczęto wyposażanie M1A1HA w nowoczesne, szybko programowalne radiostacje RT-1439 z możliwością szyfrowania pracy.

Dość szybko, bo już w 1990 r., pojawiły się wozy z kolejną (czwartą) generacją pancerza. Wariant M1A1HC („Heavy Common”) produkowano do 1993 r. w maksymalnej liczbie 1000 sztuk. Niestety o pancerzu tej wersji nie wiadomo praktycznie nic poza faktem, że nastąpił kolejny wzrost masy pojazdu, tym razem do poziomu 62,5 tony. Prawdopodobnie pancerz tej wersji był już bardzo zbliżony do późniejszych M1A2. W niektórych amerykańskich pracach (Ballisticians in War and Peace (A History of the United States Army Ballistic Research Laboratory 1977-1992) podano szacunkowy wzrost poziomu opancerzenia:

Jak widać jedna z wersji pancerza dla kadłuba miał być bardziej odporna przeciw amunicji podkalibrowej aż o 35% zaś przeciw kumulacyjnej o 25% niż istniejący pancerz M1A1. Oczywiście są to dość niepewne przesłanki ale gdyby uznać dane z „szwedzkiego przecieku” za odpowiadające wczesnym M1A1 i przyjąć powyższy wzrost osłony oznaczałoby to że M1A2 ( i być może o dwa lata młodsze) M1A1HC posiadałyby odporność frontu wieży wynoszącą ponad 800mm RHA przeciw APFSDS-T i 1125mm RHA przeciw amunicji kumulacyjnej. Oczywiście są to tylko szacunki autora.

Abrams w wersji HC otrzymał cyfrowe sterowanie pracy silnika. Niektóre serie produkcyjne otrzymały też zestawy do głębokiego brodzenia oraz pomocniczą jednostkę zasilającą (APU). Jednak  jak na amerykańskie standardy owo doposażenie można określić małoseryjnym. W niektórych (krótkich) partiach zaczęto też montować system aktywnej ochrony klasy soft-kill typu AN/VLQ-6 MCD (Missile Countermeasure Device, z ang. „urządzenie do przeciwdziałania rakietom”). Pod względem zasady działania i skuteczności jest w zasadzie nieco lepszym odpowiednikiem sowieckiej Sztory. Niemniej jego skuteczność wobec wschodnich ppk naprowadzanych metodą SACLOS (półaktywnie, po kablu lub radiokomendowo), a zwłaszcza Fagotów, Konkursów, Szturmów i Metysów, była bardzo wysoka i sięgała ponad 80%. W latach 90. M1A1HC otrzymały też nowe radiostacje typu RT-1523 z zintegrowanym modułem szyfrowania.

Dwie ostatnie wersje Abramsa powstałe w czasach zimnej wojny posiadały przede wszystkim ulepszony pancerz. Dla Amerykanów była to kwestia tak ważna, że na przestrzeni pół dekady, kosztem kilku miliardów USD, wprowadzono trzy (!) różne generacje pancerza: M1A1 z 1985 r., M1A1HA z 1988 r. oraz M1A1HC z 1990 r. Tymczasem w kwestii choćby CITV spokojnie czekano na docelowe rozwiązanie.

Czy nacisk na pancerz był uzasadniony? Można się pokusić o tezę, że tak. Metys-M oraz Kornet-E są zdolne do pokonywania czoła wieży irackich eksportowych M1A1M z pancerzem eksportowym EAP. Pod względem poziomu ochrony ten ostatni jest na poziomie pomiędzy M1IP a M1A1. Jednocześnie nie są znane przypadki penetracji frontu amerykańskich M1A1HA, HC oraz późniejszych M1A2 przez radzieckie/rosyjskie ppk oraz RPG-29. Co więcej, nie wiadomo też o przypadkach skutecznego porażenia frontu wieży tych pojazdów w latach 1991 i 2003 nowoczesną amunicją zachodnią podczas incydentów „friendly fire”, gdy czołgi ostrzelano nawet M829A1 czy też TOW-2A. O ile trafienia w boki wieży i kadłuba kończyły się przebiciem osłon (co nie dziwi), to uderzenia we front wieży i kadłuba były nieskuteczne. Wystawia to bardzo dobre świadectwo jakości osłon Abramsa. Stanowi też podparcie tezy, że czołgiści w najnowszych wersjach tego czołgu wciąż mogli czuć się dość bezpieczni, nawet względem amunicji przeciwpancernej, która weszła do produkcji pod koniec istnienia ZSRR.

Mimo bardzo wysokiego zużycia paliwa (z czym rewelacyjny system logistyczny US Army radził sobie bez problemów), mobilność Abramsa w terenie była wciąż bardzo dobra, deklasując wschodnie konstrukcje. Jedynym pojazdem, który poruszał się równie sprawnie, był niemiecki Leopard 2. Po dekadzie zmian Amerykanie doczekali się relatywnie mało awaryjnego i nieskomplikowanego w naprawach pojazdu. Podatność eksploatacyjna stała się mocną stroną Abramsa.

Paradoksalnie wciąż niejednoznaczna była kwestia siły ognia M1A1HA/HC. Mimo wysokiej celności w ruchu oraz dobrego SKO, wciąż brak było przyrządu panoramicznego dowódcy, choć czołg był gotowy do jego montażu już w 1985 r. O ile pod względem zdolności wykrywania i szybkiego zwalczania oraz celności w ruchu M1 znacznie wyprzedzał maszyny Sowietów, to wciąż nie dorównywał w pełni Leopardowi 2A4.

Problematyczna była też dostępna amunicja. Nawet nowy „Silver Bullet”, czyli wprowadzony w 1989 r. M829A1, nie radził sobie z pokonywaniem równoletnich wozów Sowietów, o ile nie trafił w obszary bez ekranu ERA lub w burty czołgu. Sytuację ratowała niewielka jak na sowieckie standardy produkcja T-80U, T-72B model 1989 oraz T-80UD. Wobec starszych maszyn produkcji ZSRR pocisk M829A1 w zupełności wystarczał. Docelowe, skuteczne wobec nowych wozów z ZSRR rozwiązanie, M829A2, weszło do produkcji już po upadku ZSRR.

M1A1 USMC

Pancerny filar NATO

Historia projektowania, a potem ewolucyjnego rozwoju czołgu Abrams w latach 1972-1990, pokazuje, jak wielki potencjał modernizacyjny drzemał w tej konstrukcji, a także jak dalekowzroczne były rozwiązania wybrane przez jego konstruktorów.

Koncepcja skokowego rozwoju projektu w ramach kolejnych partii produkcyjnych nie wynikała z chęci, a z konieczności mocnego zubożenia pierwszych wersji M1, aby zmieścić się w ograniczeniach narzuconych przez Kongres. W efekcie pierwsze wersje czołgu nie deklasowały rywali. Pod względem mobilności, podatności eksploatacyjnej oraz siły ognia ustępowały Leopardowi 2. Z kolei odporność pancerza przeciw APFSDS nie była wyższa niż w wozach Sowietów. Dodatkowo czołg trapiły liczne choroby wieku dziecięcego. Jedynym walorem, którym M1 zdecydowanie się wyróżniał, było bezpieczeństwo, o którym stanowiły integralność pancerza i ochrona życia załogi. Świetna była też względna (w stosunku do ówczesnej sowieckiej amunicji) odporność osłony.

Pierwszą zapowiedzią zmian był M1IP. Z powodzeniem zwiększono grubość pancerza, przygotowano też wóz do kolejnych modernizacji. Prawdziwym przełomem okazał M1A1. Można powiedzieć, że to był ten Abrams, którego US Army pragnęła już w 1980 r., a na którego nie było ją stać, ani finansowo, ani technologicznie. Czołg w końcu otrzymał dobry układ ochrony przed bronią ABC oraz pancerz, który skutecznie chronił przed sowiecką amunicją. Bardzo istotną zmianą było wprowadzenie armaty kalibru 120 mm, choć wciąż brakowało amunicji skutecznej wobec równoletnich czołgów sowieckich.

Niestety z przyczyn technologicznych M1A1 nie doczekał się odpowiednika niemieckiego PERI R17. W efekcie aż do końca zimnej wojny to właśnie niemieckie czołgi posiadały najlepszy SKO. Jednak czy było to odczuwalne w „polowych” realiach? W pewnych sytuacjach z pewnością. Lecz nie należy zapominać, że celnością ognia w ruchu oraz do poruszających się celów M1A1 i tak znacznie wyprzedzał wozy Sowietów. Ponadto obecność kamery termalnej oraz dobrze wyszkolone, zawodowe załogi pozwalały na uzyskanie realnej przewagi na polu walki.

Z przyczyn finansowych zrezygnowano też z wymiany silnika turbowałowego AGT1500 na któryś z dwóch proponowanych motorów o zapłonie samoczynnym. Decyzja ta do dziś odbija się czkawką użytkownikom Abramsów, choć w realiach bardzo wydajnego systemu logistycznego US Army nie stanowi większego problemu. M1A1 był też pojazdem dopracowanym pod względem technologii produkcji oraz dojrzałości rozwiązań technicznych.

Wprowadzenie M1A1HA w 1988 r. i M1A1HC w 1990 wynikało z jednej potrzeby – chęci utrzymania przewagi amerykańskiej tarczy nad sowieckim mieczem. Choć w ZSRR wprowadzono skokowo lepsze środki przeciwpancerne w latach 1985-1991, to kosztowny i forsowny program generacyjnych przeskoków pancerza Abramsa pozwolił zachować jakże ważną przewagę. Niestety CITV wciąż nie był gotowy do produkcji, zaś nawet najnowszy pocisk APFSDS-T typu M829A1 nie wystarczał wobec T-80U, T-72B model 1989 i T-80UD. Jednak w niczym nie zmienia to jednak oceny obu wersji Abramsa jako wówczas jednych z najlepszych czołgów podstawowych na świecie.

Trzeba też pamiętać o jeszcze jednym zagadnieniu – Abramsy produkowano masowo. Do zakończenia zimnej wojny powstało przeszło 9250 sztuk. Z tej liczby M1 stanowił 2374 egzemplarze, przejściowy M1IP 894, a docelowy M1A1 3280. Wśród wozów z najnowszymi pancerzami było 2289 sztuk wersji HA i około 1000 egzemplarzy wariantu HC, przy czym do końca zimnej wojny (1991 r.) wyprodukowano 420 tych ostatnich. Warto też pamiętać, że do nowszych wersji pancerza doprowadzano starsze pojazdy, począwszy od M1IP.

Owe czołgi tworzyły główny potencjał nowoczesnych maszyn NATO w Europie. 420 Challengerów 1 było siłą zbyt nieliczną, aby stanowić realną przeciwwagę dla wozów Sowietów. Również niemieckie  Leopardy 2 nie stanowiły wystarczającej odpowiedzi. W latach zimnej wojny do armii RFN przekazano 2050 sztuk tych ostatnich. Kolejne 445 trafiło na stan armii holenderskiej. Były to wspaniałe pod względem podatności eksploatacyjnej oraz mobilności czołgi, o świetnym SKO i rewelacyjnej celności ognia w ruchu. Jednak ich amunicja była równie nieskuteczna jak amerykańska, pancerz zasadniczy zdecydowanie odstawał od Abramsów od wersji M1A1 wzwyż. Niestety był też podatny na nowe środki przeciwpancerne Sowietów. Owa sytuacja zmieniła się dopiero po zakończeniu zimnej wojny.

Amerykańskie wozy, a zwłaszcza M1A1, M1A1HA i M1A1HC, stanowiły najbardziej odporny na ciosy przeciwnika i zbilansowany pod kątem możliwości bojowych oręż ciężkich jednostek NATO w Europie. Był też dostępny też w największej liczbie. Aż do zakończenia dwubiegunowej rywalizacji ta wartość była nie do przecenienia.

Artykuł powstał dzięki wsparciu Patronów: